Warto przeczytać

  • 3/2012
    01.06.2012

    Po co i dla kogo tworzyć teksty łatwe w czytaniu ?
    Większość materiałów zamieszczanych na stronach urzędów i instytucji, zawiera informacje o charakterze prawnym. Są to albo przepisy, albo ich interpretacje, albo wreszcie – omówienia.
    Tekst tego typu musi koncentrować się na precyzji sformułowań. Bardzo często jednak owo dążenie do precyzji rzutuje negatywnie na zrozumienie przekazu.

Rejestracja w systemie

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter: Rejestracja w systemie

Jeśli chcesz edytować/usunąć swoje dane, zaloguj się.


»Przypomnij hasło

Numer 5/2012 - Ustawa o języku migowym i innych środkach komunikowania się

O komunikacji z osobami niesłyszącymi, dzieciach głuchych rodziców, edukacji tych osób oraz o języku migowym rozmawiamy z dr Dorotą Podgórską-Jachnik, profesorem Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Łodzi.

Red. Pani Profesor, język migowy dość powszechnie uważany jest za substytut języka mówionego, czyli pewnego rodzaju protezę umożliwiającą komunikowanie się osób głuchych ze światem ludzi słyszących. Czy tak jest w istocie? Czy język migowy jest pomocniczy w stosunku do języka mówionego, czy można powiedzieć o odrębnym, samodzielnym systemie porozumiewania się?

Red. Pani Profesor, język migowy dość powszechnie uważany jest za substytut języka mówionego, czyli pewnego rodzaju protezę umożliwiającą komunikowanie się osób głuchych ze światem ludzi słyszących. Czy tak jest w istocie? Czy język migowy jest pomocniczy w stosunku do języka mówionego, czy można powiedzieć o odrębnym, samodzielnym systemie porozumiewania się?

DPJ: Odpowiedź nie jest prosta, gdyż istnieje wiele sposobów porozumiewania się za pomocą gestów bez użycia mowy, czyli w sposób wizualno-przestrzenny. Relacja tych różnych sposobów  porozumiewania się do języka mówionego może być różna: czasem taki komunikat jest rzeczywiście substytutem, czyli inną wersją mowy ustnej, czasem jej uzupełnieniem, a czasem w pełni niezależnym przekazem językowym.  Do tego należy dołączyć możliwość przekazu treści w formie pantomimicznej, niejęzykowej, gdyż gesty mogą przenosić znaczenia nawet wtedy, gdy nie łączy je żadna gramatyka - każdy z nas próbował czasem przekazać coś „na migi”. Potocznie osoby nieznające takich form komunikacji nazywają to wszystko po prostu „językiem migowym”, skąd bierze się wiele nieporozumień. Rozumiem, że pytanie nie dotyczy jednak potocznego znaczenia tego słowa. Współcześnie nauka potwierdza istnienie autonomicznego języka migowego, niezależnego od języka mówionego. Jego autonomia dotyczy zarówno odrębnego słownictwa, czyli znaków gestowo-mimicznych zwanych migami, jak i reguł ich łączenia, czyli gramatyki. Te dwa elementy - słownictwo i gramatyka - stanowią o tzw. dwuklasowości systemu semiotycznego i ich występowanie, wraz z cechą otwartości (a więc możliwości rozszerzania i kreowania nieskończonej liczby wypowiedzi) potwierdza, iż język migowy naprawdę jest językiem. To naturalny sposób porozumiewania się osób Głuchych.

infografika: narodowe jeżyki migowe

W naszym kraju nazywa się on Polskim Językiem Migowym – PJM (w innych krajach są to inne narodowe języki migowe). Istotne jest, by odróżnić go od SJM, czyli Systemu Językowo-Migowego.

Red: A na czym polega ta różnica?

DPJ: SJM, w odróżnieniu od PJM nie jest odrębnym językiem, tylko swoistą hybrydą komunikacyjną, zbudowaną w oparciu o słownictwo języka migowego, ale z zachowaniem gramatyki naszego fonicznego języka polskiego. Opracowanie Systemu Językowo-Migowego było bardzo ważnym krokiem w budowaniu możliwości porozumiewania się między osobami słyszącymi i niesłyszącymi, w rozwijaniu badań naukowych nad komunikacją gestowo-mimiczną i naturalnym językiem migowym oraz w torowaniu drogi dla tego języka w edukacji osób z uszkodzonym słuchem. Teraz przyszedł czas na Polski Język Migowy – tego oczekuje społeczność osób Głuchych w Polsce i temu sprzyja zatwierdzona przed rokiem ustawa o języku migowym i innych środkach komunikowania się.

Red: Język tworzy wspólną kulturę osób posługujących się nim. Czy można mówić o odrębnej kulturze ludzi Głuchych, posługujących się miganiem? Jakie są wyróżniki tej kultury?

DPJ: Można mówić o kulturze użytkowników języka migowego i społeczności osób Głuchych kulturowo. To bardzo ciekawe zjawisko społeczne i trudno opisać je w kilku słowach. Dla podkreślenia kulturowego charakteru tej społeczności stosuje się między innymi wielką literę „G” w słowie „Głusi” – tak, jak w języku polskim piszemy narodowość.  Jednak nie sama nazwa jest istotna. O specyficznej kulturze Głuchych decyduje przede wszystkim poczucie odrębności oraz identyfikacji z językiem migowym i z całą posługującą się nim społecznością. Pojawiła się i rozwinęła pewna alternatywa wobec niedostępnych dla osób z uszkodzonym słuchem form przekazu kulturowego, np. specyficzny teatr, film, eurytmiczne prezentacje chórów języka migowego. Nie chodzi przy tym tylko o tłumaczenie, gdyż przekaz wizualny – z użyciem języka migowego albo bez - staje się sam w sobie tworzywem artystycznym. Może być nim i język migowy, i gest, pantomima, teletekst czy jakieś formy graficzne.  Wszystko zależy od twórcy. Jest to nowa artystyczna wartość wynikająca z innego postrzegania, rozumienia i wyrażania świata. Głusi organizują festiwale, wernisaże, pokazy tańca, malarstwa, rzeźby, spektakle teatralne - swoje własne, choć nie tylko dla siebie. Jedne z największych wydarzeń kulturalnych tej społeczności o zasięgu międzynarodowym to dwa światowe zjazdy-festiwale „Deaf Way I” w 1989 roku i „Deaf Way II” w 2002 roku w Waszyngtonie. Ponieważ miałam okazję uczestniczyć w tej drugiej imprezie – jako cząstka słyszącej mniejszości – osobiście doświadczyłam i byłam pod wrażeniem tego, jak bardzo dynamicznie rozwija się ta kultura i czym jest dla Głuchych. Świadomość własnego dziedzictwa kulturowego i własnej historii to dla tej społeczności jądro tożsamości społeczno-kulturowej i powód do dumy – Deaf Pride (Deaf Pride, czyli Duma Głuchych to nazwa założonej w latach 70-tych amerykańskiej organizacji propagującej świadomość odrębnej tożsamości społeczności głuchych oraz dumę z bycia jej członkiem).

Red: Z czego dumni są Głusi?

DPJ: „Dumny Głuchy” nie kojarzy swojej głuchoty ze stygmatem niepełnosprawności, tylko ze środowiskiem, w którym jest rozumiany i akceptowany, a także które sam akceptuje i preferuje. To może wydać się dziwne osobom słyszącym, ale Głusi naprawdę kochają swój świat, swoją historię, swoich bohaterów, swoją kulturę; pielęgnują ją, kultywują, chcą ją przekazywać młodym pokoleniom Głuchych. Kochają swój język migowy: polscy Głusi swój PJM nazywają czule „Pięknym Językiem Motyli”. Kultura Głuchych rozszerza się, głównie za sprawą Internetu, krajowych i zagranicznych portali oraz blogów osób niesłyszących, czasopism takich jak np. „W Świecie Ciszy”. Znajduje się tam wiele bardzo ciekawych wypowiedzi, tekstów, w Internecie także filmów, zdjęć, grafik. Odbicie pop-kultury Głuchych trafia coraz częściej na łamy komiksów czy na T-shirty, zwłaszcza w USA, zarówno w wersji, którą nazwałabym zaangażowaną – czyli konfrontacyjną, buntowniczą, ideologiczną, demonstrującą przynależność, jak i humorystyczną, nawet autoironiczną. Wracając do tekstów: jeszcze do niedawna trudno było nam pomyśleć o głuchych pisarzach czy poetach, zwłaszcza tych niesłyszących od urodzenia. Dziś czytamy, o czym chcą nam powiedzieć.

Red: Chyba raczej trudno dotrzeć do twórczości literackiej Głuchych. O czym piszą?

DPJ: Oczywiście o wszystkim! Rzeczywiście w naszym kraju ta forma twórczości nie jest jeszcze bardzo rozwinięta, choć nie można powiedzieć, że nie istnieje. W antologii literatury Głuchych, wydanej z okazji „Deaf Way II” znajdują się teksty, wiersze, fragmenty utworów dramatycznych o miłości i cierpieniu, radościach i smutkach, o marzeniach i upadkach – zupełnie tak jak u autorów słyszących. Ale część z tych utworów dotyczy także niedostępnych słyszącym doznań związanych z głuchotą, samotności i problemów charakterystycznych dla ludzi odciętych od świata barierą ciszy i niezrozumienia. To specyficzny, ale wart poznania obraz ludzkiej egzystencji. Zetknięcie z tą twórczością i w ogóle  z kulturą Głuchych pokazuje ich wrażliwość i wartości ważne dla tego środowiska.

Red: Jak wygląda realna komunikacja osób Głuchych ze światem ludzi słyszących?

DPJ: To też bardzo złożony problem, dotyczący zarówno słyszenia tego, co mówią inni, jak i mówienia, które niestety bez samokontroli słuchowej nie jest takie łatwe. Brak możliwości mówienia zwraca zawsze większą uwagę niż sam brak słuchu, dlatego  kiedyś nazywano osoby niesłyszące „niemowami”. Mimo sprawnego aparatu artykulacyjnego ich mowa najczęściej jest niewyraźna, czasem zupełnie niezrozumiała. Teoretycznie można posłużyć się wtedy pismem, ale brak słuchu w okresie rozwojowym utrudnia opanowanie języka, dlatego tekst pisany przez osobę niesłyszącą może zawierać agramatyzmy utrudniające jego zrozumienie. Poza tym komunikacja za pomocą pisma ma jednak charakter pośredni, nienaturalny w bezpośrednich kontaktach ludzi. W drugą stronę też nie jest lepiej: czytanie z ust, które może wydawać się naturalną zdolnością niesłyszących, wcale nie jest łatwe. Biegle opanowuje tę umiejętność tylko niewiele osób z uszkodzonym słuchem i to tych, które lepiej znają język polski, potrafią  kierować się domysłem, a także wykorzystywać zachowane resztki słuchu. Zatem trzeba tę komunikację jakoś wzmocnić, usprawnić w najsłabszych punktach. Istnieje kilka sposobów komunikowania się osób niesłyszących ze słyszącymi – oprócz PJM i SJM, alfabet palcowy, czyli daktylografia, system fonogestów, uzupełniających niejednoznaczny komunikat odczytywany z ust, albo zindywidualizowany system wykorzystujący wszystkie dostępne środki porozumiewania się, zwany komunikacją totalną. Trzeba przyznać, że dla wygody słyszącej większości najczęściej poszukuje się takich metod, w których to niesłyszący mają uczynić wysiłek pokonania bariery komunikacyjnej, dostosować się do słyszących. To niesprawiedliwe i dyskryminujące, ale jak właściwie zmusić do uczenia się nowych sposobów komunikowania się słyszących, niezainteresowanych dotarciem do Głuchych? Dlatego niewiele słyszących osób zna biegle najłatwiejszy i najpełniejszy w odbiorze przez Głuchych język migowy.

Red. Od kilku lat rozkwita jednak w naszym kraju swoista „moda” na uczenie się języka migowego, prawda?

DPJ: Tak, kursy takie organizowane są przez Polski Związek Głuchych i Centrum Edukacyjne Języka Migowego, szkoły dla dzieci niesłyszących, coraz częściej przez wyższe uczelnie, a także banki, biura, urzędy. Chętnie uczestniczy w nich np. młodzież zafascynowana oryginalnym sposobem porozumiewania się. To dobra „moda” dla Głuchych. Zainteresowanie językiem migowym dobrze służy osobom z uszkodzonym słuchem, bo stwarza środowisko komunikacyjne wokół nich. Nie od razu poznamy biegle język migowy, ale nawet znajomość kilkudziesięciu, jeszcze lepiej kilkuset znaków migowych stanowi bazę do nawiązania kontaktu, choćby ograniczonego. Dla osób niesłyszących jest to symbol poszanowania ich sposobu komunikacji oraz sygnałem, że słyszący chcą wyjść im naprzeciw, że są otwarci i gotowi do dialogu.

Red.: Czy da się przetłumaczyć skomplikowaną wypowiedź mówioną lub pisaną w języku polskim na język migowy w sposób dosłowny? Czy osoby migające posługują się gramatyką?

DPJ: Jak już mówiłam, gramatyka języka migowego obejmuje zupełnie inne reguły używania znaków językowych niż w znanym nam języku fonicznym. Opisy gramatyczne języka migowego, a właściwie różnych narodowych języków migowych, są ciągle jeszcze wyzwaniem dla językoznawców. Gramatyka PJM jest jeszcze tworzona, choć naukowcy już sporo o niej wiedzą. Przede wszystkim potwierdzono fakt jej istnienia, choć jeszcze niedawno przedstawiano język migowy jako prymitywny i agramatyczny sposób porozumiewania się. Zatem odpowiedź brzmi: tak, osoby porozumiewające się językiem migowym korzystają z reguł gramatycznych swojego języka. Ponieważ reguły te są odmienne od reguł gramatycznych języka fonicznego odpowiedź na pierwsze pytanie brzmi: nie, nie jest możliwy dosłowny przekład skomplikowanej wypowiedzi mówionej na język migowy. Oczywiście utrudnieniem będzie też słownictwo obu języków, idiomy czy utrwalone związki frazeologiczne. Jednym słowem mamy do czynienia z takim samym problemem przekładu, jak z każdego innego języka obcego: dosłowność (np. automatycznych elektronicznych słowników) najczęściej prowadzi do absurdów, a dobry przekład to taki, który najtrafniej oddaje intencje nadawcy całego komunikatu, a nie znaczenia ciągu słów. Dosłowność przekładu w sytuacji złożonej wypowiedzi nie będzie także możliwa ze względu na to, iż języku migowym nie używa się raczej bardzo rozbudowanych, długich konstrukcji. Długie, skomplikowane „zdanie fonicznie” użytkownicy języka migowego wyrażą raczej w kilku zdaniach / frazach krótszych i prostszych. To po prostu specyfika tego sposobu komunikacji. Zatem jeśli widzimy osobę mówiącą i synchronicznie migającą, wskazuje to na posługiwanie się SJM , a niej PJM.

Red: Jak wygląda edukacja językowa dzieci niesłyszących w Polsce. Jakie widzi Pani trendy edukacyjne, kierunki zmian? Jak i czy wykorzystywany jest język migowy w nauce języka polskiego?

DPJ: Edukacja bardzo się zmienia w kierunku lepszego dostosowania do zróżnicowanych potrzeb komunikacyjnych niesłyszących dzieci. Język migowy na stałe zagościł w polskich szkołach dla Głuchych jako ważny element dydaktyki, ale przede wszystkim wspierania rozwoju niesłyszących dzieci. Jest jednak opcją komunikacyjną z wyboru. Wartościowym rozwiązaniem wspomagającym rozwój znajomości języka fonicznego jest system fonogestów, preferowany w niektórych szkołach i dający bardzo dobre efekty w kształtowaniu kompetencji komunikacyjnych w języku polskim. Trendem rodzącym duże nadzieje jest także dwujęzyczność łącząca PJM i polski język narodowy. Wykorzystanie języka migowego w nauce języka polskiego jest wskazane w celu pełnego zrozumienia czytanego tekstu poprzez tzw. aktywną interpretację, w pogadankach czy w dyskusjach. Nauce języka polskiego może sprzyjać też ogólnie wyższy poziom kompetencji językowych uczniów znających już jeden język. Dzieci głuche mając swoje podstawowe, dobrze rozwinięte narzędzie komunikacyjne w formie prymarnego języka migowego, mogą poznawać język polski jako język drugi, obcy. Dwujęzyczność wydaje się idealnym rozwiązaniem dla osoby niesłyszącej jako podmiotu dwukulturowego, jednak nie zawsze efekty są zadowalające. Dwujęzyczność niesie też ze sobą ryzyko interferencji, a więc negatywnego nakładania się i mieszania tych dwóch języków, przenoszenia doświadczeń językowych, np. nawyków gramatycznych z jednego na drugi, co może być blokadą dla biegłego opanowania języka polskiego. Trudno jest mi powiedzieć, jak to działa w drugim kierunku. W każdym razie o ile ta pierwsza dwujęzyczność ma walor wzbogacający, to ta druga jest, niestety, dwujęzycznością zubażającą. Może jeszcze lepiej musimy poznać psychospołeczne uwarunkowania rozwoju dwujęzyczności, żeby ograniczyć takie negatywne skutki? Czas pokaże. Niewątpliwie kolejnym trendem jest przesunięcie rehabilitacji dzieci z uszkodzonym słuchem na bardzo wczesny okres rozwojowy. Od dziesięciu lat, dzięki środkom przekazanym przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, funkcjonuje w naszym kraju powszechny program badań przesiewowych uszkodzeń słuchu. Dzięki temu dzieci szybciej otrzymują aparaty słuchowe czy implanty ślimakowe, wcześniej otacza się je oraz ich rodziny opieką rehabilitacyjną i wsparciem społecznym. Oczywiście rozwój techniki podsuwa także coraz lepsze środki kompensacji uszkodzenia słuchu. Aparaty nowej generacji nie tylko lepiej wzmacniają dźwięki, ale w inteligentny sposób dostosowują je do potrzeb konkretnego użytkownika, np. filtrując dźwięki, wyciszając lub maskując szumy. Rośnie również młode pokolenie dzieci z wcześnie wszczepionymi implantami słuchowymi. No i oczywiście technika podsuwa ciągle nowe rozwiązania wzbogacające komunikację i edukację, że wspomnę tylko o komputerach, tablicach interaktywnych, iPodach czy nawet nieocenionych w codziennej komunikacji zwykłych telefonach komórkowych. W rezultacie tych wszystkich zmian i udogodnień coraz więcej dzieci z uszkodzonym słuchem kształci się w szkołach integracyjnych, coraz więcej młodzieży trafia na studia wyższe – trzeba przyznać, że głównie dzięki środkom PFRON na tłumaczy języka migowego. Wielu absolwentów wraca później do szkół jako nauczyciele niesłyszących dzieci, co też jest cennym rozwiązaniem i kolejnym trendem w ich edukacji. Głusi surdopedagodzy nie tylko lepiej rozumieją swoich podopiecznych  i są dla nich wzorcami językowymi, ale również – jako osoby wykształcone – mogą stanowić pozytywne wzorce aspiracji edukacyjnych. Głuchemu dziecku łatwiej identyfikować się z nauczycielem, który również ma uszkodzony słuch, a jednak osiągnął sukces w życiowej samorealizacji.

Red. Interesująca jest również kwestia CODA – dorosłych, słyszących dzieci głuchych rodziców. Proszę powiedzieć, czym wyróżnia się ta grupa osób.

DPJ: Tak, CODA to specyficzna grupa osób blisko, choć pośrednio doświadczających głuchoty. Nazwa wzięła się od akronimu angielskiej nazwy Children of Deaf Adults, oznaczającego właśnie dorosłe dzieci głuchych rodziców. Czym się wyróżniają? Przede wszystkim dwujęzycznością. Mimo tego, że są słyszący, wrastając w rodzinie posługującej się językiem migowym, uczyły się tego języka w sposób naturalny jako języka pierwszego. Kontakt z innymi słyszącymi, a przede wszystkim mówiącymi osobami – dalszą rodziną, dziećmi w przedszkolu – pozwilił im na opanowanie również języka fonicznego. CODA raczej nie mają z tym kłopotów, choć profilaktycznie zabezpiecza się dzieciom z rodzin głuchych kontakt z osobami słyszącymi np. na specjalnych turnusach rehabilitacyjnych. Ważne jest to szczególnie, gdy takie dziecko ma nie tylko głuchych rodziców, ale także dziadków czy rodzeństwo. Może być ono nawet jedyną osobą słyszącą w całej rodzinie – to możliwie, gdyż głuchota często uwarunkowana jest genetycznie (choć częściej w sposób recesywny, niż dominujący). Wzrastanie w rodzinie wśród niesłyszących nie stanowi najczęściej jakiegoś zagrożenia dla rozwoju CODA, choć mogą doświadczyć negatywnych skutków zmian osobowościowych u swoich rodziców, które czasem powstają u osób dotkniętych przewlekłą chorobą czy niepełnosprawnością. Zaburzenia takie, zwane homilopatią na szczęście nie dotyczą wszystkich osób z uszkodzonym słuchem i nie są specyficzne dla tego właśnie uszkodzenia. Natomiast niewątpliwie wspólnym doświadczeniem CODA jest wczesne wchodzenie w rolę osoby odpowiedzialnej za innych, wymuszone sytuacją wcześniejsze dojrzewanie. Dzieje się tak dlatego, iż już nawet kilkuletnie dzieci, znając oba języki, stają się dzielnymi pośrednikami pomiędzy rodzicami a światem słyszących. Dlatego są pomocne podczas zakupów, wizyt u lekarza, w urzędach itd. Nie dziwi zatem, iż spośród CODA wywodzą się najlepszy tłumacze języka migowego czy badacze tego języka.
Red: Czy jest sens kodyfikowania kwestii stosowania języka migowego i rodzajów języka migowego w odrębnej ustawie?
DPJ: Rozumiem, że wracamy do przytoczonej wcześniej ustawy o języku migowym i innych środkach komunikowania się. Długo czekaliśmy na tę ustawę, szczególnie Głusi i głuchoniewidomi, gdyż ustawa przyznaje im prawo do posługiwania się ich prymarnym, naturalnym językiem w ważnych życiowo sprawach urzędowych; prawo do wyboru zaufanego pośrednika językowego, a więc do stworzenia elementarnego poczucia bezpieczeństwa komunikacyjnego wśród ludzi słyszących. Nie można przyrównać językowej sytuacji osoby niesłyszącej posługującej się językiem migowym wśród słyszących do sytuacji słyszącego użytkownika jakiegokolwiek języka mniejszościowego. Zatem potrzeba odrębnej kodyfikacji istniała i ma swój głęboki sens. Ustawa stanowi m.in. symboliczne przejęcie przez słyszących odpowiedzialności za istniejącą barierę komunikacyjną, co jest zgodne z eksponowanym obecnie społecznym, a nie medycznym modelem niepełnosprawności. Podkreślam znaczenie symboliczne, gdyż ustawa jest dopiero początkiem konkretnych zmian, które powinny wynikać z rozporządzeń wykonawczych. Ale już teraz, w ciągu niecałego roku od jej wejścia w życie, widać szereg działań dostosowawczych w różnych instytucjach, np. wprowadzenie tłumaczy do urzędów czy banków. Pierwszym dostrzegalnym utrudnieniem wynikającym z tych działań jest jednak paradoksalnie… większa niedostępność tłumaczy języka migowego. Ci najlepsi są w tej chwili dosłownie rozchwytywani, co tylko potwierdza, jak bardzo byli, są i będą potrzebni i ilu ich jeszcze ich być powinno.

Red: Jak powinna wyglądać obsługa osób niesłyszących w administracji w praktyce? Jak powinna wyglądać właściwie zaplanowana strona www uwzględniająca potrzeby tej grupy osób?

DPJ: Myślę, że urzędnikom potrzebne jest przynajmniej minimum wiedzy o potrzebach osób z uszkodzonym słuchem. Nie wszyscy muszą znać język migowy – zresztą jest to po prostu niemożliwe (choć ponoć w USA język migowy zna najwyższy urzędnik, czyli sam prezydent Barack Obama). Ważne, by urząd zapewniał serwis tłumaczący, który może być przecież dostępny w określonych dniach czy godzinach. Można umówić tłumacza na konkretne spotkanie. Dostępność powinna być jednak standardem, a nie wyjątkową akcją. W łódzkim Urzędzie Miasta z inicjatywy Rzecznika Osób Niepełnosprawnych uruchomiono system tłumaczeń on-line poprzez połączenie internetowe urzędu z dyżurnym tłumaczem Polskiego Związku Głuchych. To rozsądne rozwiązanie. Natomiast na stronie www dla Głuchych oczekujemy przede wszystkim prostoty i logicznego układu, z łatwą nawigacją i prostym językiem. Nie wynika to z traktowania osób z uszkodzonym słuchem, jak upośledzonych, ale z wdrażania światowych standardów tworzenia stron internetowych, wymagających, by język był jasny, czytelny i – co ważne! – po prostu dostępny dla wszystkich. Na stronach dla osób z uszkodzonym słuchem dobrze sprawdzają się różnego rodzaju grafiki, zdjęcia i filmy, jednak przekaz informacji za ich pomocą nie może być chaotyczny, przypadkowy. Nie powinny się też pojawiać informacje przekazywane wyłącznie dźwiękowo. Elementy dźwiękowe powinny mieć swoje wizualne odpowiedniki, np. w formie tekstu umieszczonego pod filmem albo okienka z tłumaczem języka migowego. Oczywiście, filmy z przekazem w języku migowym są mile widziane, jednak nie kosztem piętrzenia nowych barier. Jeśli nie ma do nich dołączonego tekstu pisanego lub ścieżki dźwiękowej, filmy te stają się niedostępne z kolei dla osób słyszących, a więc przeczą idei projektowania uniwersalnego. To określam jako piętrzenie nowych barier.

Red: Od lat pełni Pani rolę pełnomocnika rektora ds. osób niepełnosprawnych – najpierw na Uniwersytecie Łódzkim, teraz w łódzkiej WSP. Jak ocenia Pani sytuację niesłyszących studentów na polskich uczelniach?

DPJ: Można powiedzieć, że polskie uczelnie otworzyły się na studentów niesłyszących, zarówno tych, którzy skończyli zwykłe licea, jak i absolwentów specjalistycznych szkół (nie lubię określenia specjalnych) dla uczniów z uszkodzonym słuchem. Ten etap kształcenia stał się więc w praktyce poligonem edukacji włączającej. Od początku lat dwutysięcznych grupa pełnomocników rektorów i kierowników biur ds. osób niepełnosprawnych największych polskich uczelni podjęła wspólny wysiłek w kierunku zmian mentalnych środowiska akademickiego, ale także zmian organizacyjnych, zwiększających dostępność studiów dla osób niepełnosprawnych. Także dla osób z uszkodzonym słuchem. Od tego czasu liczb studentów i studentek z niepełnosprawnością systematycznie wzrastała i choć nie wszystkim udało się ukończyć studia, wiele z nich osiągnęło wymarzony dyplom. Z tego co pamiętam w  roku 2009/2010 studiowało na wyższych uczelniach w Polsce blisko 1900 studentów z niepełnosprawnością spowodowaną uszkodzonym słuchem i około 350 ukończyło w tym roku studia. Myślę, że to znakomita statystyka i powód do satysfakcji. Wcześniej na studia trafiały tylko osoby słabosłyszące i niesłyszące biegłe w języku polskim. Nową jakość stworzono wprowadzając na uczelnie tłumaczy języka migowego, gdyż studia mogły podjąć osoby korzystające przede wszystkim z tego języka. Prawdziwym centrum edukacji niesłyszących studentów stała się Akademia Podlaska  - nie znam obecnych wskaźników, ale były lata, gdzie studiowało tam ponad 80 osób słabo słyszących i niesłyszących. W WSP w Łodzi w szczytowym momencie było ok. 35 takich osób i zatrudnialiśmy na ich potrzeby 5-6 tłumaczy języka migowego. Teraz jest ich mniej. Mimo pomocy tłumaczy i innych udogodnień (np. formy egzaminów, udostępniania materiałów) nie jest im łatwo. Studia wymagają dużego nakłady pracy, od studenta niesłyszącego – znacznie większego niż przeciętnie. To wymaga wielkiego samozaparcia. Nie wszyscy są w stanie właściwe  oszacować własne możliwości, co rodzi rozczarowania. Najlepiej trzymają się kilkuosobowe grupy – wspierają się wzajemnie, pomagają sobie, łatwiej jest im zorganizować naukę i nie czują się osamotnieni w swojej drodze do wymarzonego wyższego wykształcenia. Oczywiście, trzeba podkreślić, że otwarcie uczelni, o jakim mówimy nie byłoby możliwe bez wsparcia finansowego z programu PFRON „Pitagoras”.

 infografika: Pitagoras - program PFRON 

Na pomoc osobom niesłyszącym na wyższych uczelniach, na tłumaczenia i sprzęt wspomagający ich uczenie, przeznaczono ogromne środki, ale myślę, że były to środki dobrze zainwestowane. Wielu znanych mi absolwentów odnalazło się w życiu zawodowym: pracują najczęściej w szkołach, internatach dla dzieci głuchych, w organizacjach działających na rzecz tego środowiska. Część, mimo skończonych studiów, nie podejmuje pracy w zawodzie, chociaż to już osobny problem. Jednak najczęściej dobrze funkcjonują w życiu. Studia zwiększyły ich wiarę w siebie, poczucie własnej wartości, podniosły ich autorytet w najbliższym środowisku, w związku z czym i tak łatwiej znaleźć im zatrudnienie, nawet niekoniecznie związane z ukończonym kierunkiem studiów. Myślę też, że przyczyniło się to również to ukształtowania elity intelektualnej Głuchych, która będzie miała w przyszłości większy wpływ na edukację kolejnych pokoleń dzieci z uszkodzonym słuchem i samoorganizację tej społeczności na rzecz ich lepszej przyszłości.

Red: Bardzo dziękujemy za rozmowę.
 

Materiał został opublikowany w dniu 22.10.2012. Stanowi on integralną część zamkniętego wydania eBIFRON i nie podlega aktualizacji.