Przejechał rowerem kilka tysięcy kilometrów. To pokonywanie siebie każdego dnia. Czy słońce, czy deszcz, masz przed nosem asfalt, mijające cię samochody, odliczasz godziny do postoju, jeśli zgłodniałeś lub chcesz do toalety. Mato kto jednak zna problem osób niepełnosprawnych z takim upośledzeniem organizmu, jakie ma Paweł.
Rok temu Paweł i jego ojciec Donat wyruszyli na Nordkapp, najbardziej wysunięty punkt Europy Północnej. Chcieli dotrzeć na koło podbiegunowe i spojrzeć za siebie z najbardziej wysuniętego cypla. Nie udało się. Pokonała ich fatalna pogoda i odleżyny Pawła. Trzeba było inaczej zorganizować podróż.
W tym roku dojechali autem do punktu, w którym poprzednio podjęli decyzję o powrocie. Ksiądz Marek Chomiuk ofiarował im busa, który dowiózł rowery i sprzęt do Tallina. Promem popłynęli do Helsinek, a stamtąd... już tylko rowery.
- Finlandia nas oszołomiła swoim pięknem i niesamowitą kulturą ludzi - wspomina Donat Michalski. - Wzruszało mnie, jak traktowali Pawła. - Jak normalnego człowieka - uśmiecha się Paweł. Szczególnie odczuwali to na drodze. Kierowcy pozdrawiali Pawła, bili brawo, zatrzymywali się na poboczu, by podejść i porozmawiać.
W 43-dniowej podróży, pięć dni postoju wymusiła na nich pogoda. Nie mogli jechać, bo lało tak, że drogami płynęła woda jak potok. No i te temperatury... - Kompletnie nas zaskoczyły. Wyjeżdżaliśmy z domu 30 maja. Były upały. Ale im bliżej koła podbiegunowego, tym więcej spotykaliśmy niespodzianek. Rankami budziły nas dwustopniowe temperatury.
Najdłuższy etap podróży wyniósł 135 km w ciągu dnia. Średnio pokonywali po 80 do 100 km. Najkrótszy etap wyniósł19 km. Mieli bowiem tylko dojechać do Wioski Świętego Mikołaja - Rovaniemii. Znajdowała się już za kołem podbiegunowym.
W Rovaniemii spotkali Czecha, który wracał z Północy. Gdy dowiedział się, że chcą jechać dalej, odradzał z całego serca: było wyjątkowo mroźno. Wrócili autobusem, do którego zapakowali rowery. Po prostu nie dało się jechać.
- Uznaliśmy, że cel i tak został osiągnięty, bo dotarliśmy za koło podbiegunowe. Nie chciałem ryzykować zdrowia syna. Bo nie o rekordy chodziło.
Paweł jest niepełnosprawny od czterech lat. Miał wypadek w pracy. Przerwany rdzeń kręgowy to nieodwracalny uraz. Zanim odnalazł powtórnie sens życia... po prostu nie chciał żyć. Dziś ma pracę, jest wolontariuszem w Szpitalu Wojewódzkim w Siedlcach. Podróż zakończył wielką trasą po ukochanym fińskim wybrzeżu. Gdy zbliżał się do polskiej granicy, poznawał na nowo codzienną polską rzeczywistość: niecierpliwość kierowców, zdziwienie: "Panie, po co ty ciągniesz tę kalekę tak daleko?!".
O podróży opowiada z błyszczącymi oczyma. Udowodnił, że jak się chce, to można wszystko. Jeśli nie za pierwszym razem, to za drugim. (...)
MARIOLA ZACZYŃSKA