Na stronie znajdziesz najświeższe komunikaty z regionu dotyczące Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych
Nasi niepełnosprawni przyjaciele – Mariusz Kowalski
Olsztynianin, który wolny czas spędza jeżdżąc na rowerze MTB. Startuje w zawodach w kolarstwie górskim, w których pomimo braku lewego przedramienia wyprzedza pełnosprawnych kolarzy. Jest jedyną osobą z niepełnosprawnością w Polsce, która uprawia kolarstwo górskie MTB.
Z Mariuszem Kowalskim rozmawia Tomasz Mielczarski - pracownik Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.
Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z kolarstwem górskim?
Na pierwsze zawody w 2011 roku zabrał mnie mój tata; zorganizowano je w Olsztynie i to była moja pierwsza przygoda z kolarstwem MTB. Gdy zobaczyłem maraton pomyślałem, że może by tak samemu spróbować. Postawiłem więc sobie za cel wystartować i dojechać do mety. Udało się i bardzo mi się to spodobało. Od tego momentu zaczęła się moja przygoda z kolarstwem. Zakupiłem nowy rower i od tego momentu co drugi weekend wyjeżdżałem na zawody w różnych częściach Polski. W ciągu roku biorę udział w około 25 startach.
Jak często trenujesz - ile razy w tygodniu?
Trenuję 2 razy w tygodniu po ok. 3,5 godziny, najczęściej w Lesie Miejskim w Olsztynie, gdzie podczas treningu przejeżdżam dystans ok. 50-60 km, natomiast w weekend najczęściej startuję w zawodach. Kiedy kończy się sezon letni zaczynam chodzić na spinning i basen, aby utrzymać kondycję i tężyznę fizyczną.
Brałeś udział w bardzo wymagających zawodach, jakimi jest m.in. Gwiazda Południa rozgrywana w okolicach Babiej Góry, gdzie do pokonania codziennie przez kilka dni miałeś kilkadziesiąt kilometrów podjazdów i zjazdów. W jaki sposób udaje Ci się kontrolować rower np. podczas pokonywania wzniesień?
Pierwsza edycja Gwiazdy Południa odbyła się w 2016 roku; były to 4 etapy w Bieskidzie Wschodnim w miejscowości: Stryszawa, Zawoja i Maków Podhalański. Dystans do pokonania to w sumie ok. 150 km w trudnych górskich warunkach po błocie, skałach, kamieniach i korzeniach.
Największą trudność sprawiały mi zjazdy, które wymagają ode mnie dużej koordynacji i sprawności ruchowej. W niektórych momentach musiałem zejść z roweru, aby bezpiecznie dojechać do mety. Na podjazdach udaje mi się jechać w czołówce z pełnosprawnymi zawodnikami, ale podczas zjazdów tracę dystans do czołówki. Im więcej zjazdów tym większa różnica straty do zwycięzcy maratonu.
Oprócz Gwiazdy Południa startuję również w ultramaratonach np. wyścig 24-godzinny, gdzie do pokonania jest pętla o długości około 16 km, na przewyższeniach 350 metrów. Mój rekord życiowy na tę chwilę to 14 godzin spędzonych na rowerze w ciągu 24 godzin, podczas których przejechałem 240 km, co dało mi wynik w połowie stawki razem z pełnosprawnymi kolarzami.
Czasami startuję również w rajdach rangi XC; są to trasy, gdzie do pokonania jest pętla o długości 5-6 km. Na trasie tworzone są odcinki charakteryzujące się wysokim poziomem trudności, gdzie występują m.in. strome zjazdy i podjazdy, single oraz duże przewyższenia.
Start w takich zawodach to bardzo ciężki wysiłek fizyczny i psychiczny. Jak sobie radzisz w trudnych chwilach na trasie?
Stając na linii startu z pełnosprawnymi kolegami myślę o tym, aby za wszelką cenę dojechać do mety. Dodaje mi to siły do pokonania wszelkich trudności na trasie i pomimo ogromnego zmęczenia, krwi po upadkach i potu – chcę pedałować dalej… Nie myślę wtedy o moich słabościach. Tak jak każdy inny kolarz, który stoi ze mną w sektorze startowym, myślę o osiągnięciu jak najlepszego wyniku. Kiedy wjeżdżam na linię mety, to jak prawdziwy zwycięzca - z rękami w górze, bez względu na osiągnięty wynik. Jestem dumny z siebie, że dojechałem do celu.
Czy masz specjalistyczny sprzęt i czy rower jest wyposażony w dodatkowy osprzęt?
Pod prawą ręką mam stworzoną konsolę pod którą znajduje się jedna klamka hamulca, która łączy w sobie dwa hamulce: przedni i tylny, dwie manetki do zmiany biegów i przełącznik amortyzatora do regulacji skoku.
Oprócz tego po lewej stronie kierownicy posiadam podpórkę, która ułatwia mi utrzymanie równowagi i daje możliwość podjazdu na strome wzniesienie.
Marzysz o starcie na paraolimpiadzie. Czy są szanse, aby kolarstwo górskie jako nowa dyscyplina została wpisana do Igrzysk Paraolimpijskich?
W chwili obecnej w Polsce nie ma drużyny w kolarstwie górskim MTB; ponadto ten sport nie jest ujęty jako jedna z dyscyplin na paraolimpiadzie. Od wielu lat zachęcam ludzi z niepełnosprawnością, aby przełamywali swoje słabości i zaczęli uprawiać czynnie sport. Wtedy byłoby łatwiej powalczyć grupowo o utworzenie drużyny w Polskim Związku Kolarstwa.
Od wielu lat promujesz jazdę na rowerze w kasku. Dlaczego?
W 2012 roku jadąc na trening do Lasu Miejskiego w Olsztynie potrącił mnie samochód, który wjechał na chodnik wymuszając pierwszeństwo. Przez 1,5 miesiąca byłem rehabilitowany, a na 8 miesięcy wyłączony ze startów. Podczas tego okresu miałem trudne chwile i obawy, czy będę mógł nadal ścigać się w MTB. Wola, siła ducha i upór pozwoliły mi zwyciężyć ten trudny okres i w 2013 roku powróciłem do kolarstwa. Od chwili wypadku promuję i zachęcam wszystkich rowerzystów do jeżdżenia w kasku, który uratował mi życie. Moja córka ma już taki odruch, że kiedy wsiada na rower to wie, że należy założyć na głowę kask.
Mariusz Kowalski swoją postawą chce pokazać i udowodnić innym , że w życiu nie ma rzeczy niemożliwych, aby spełniać swoje cele i marzenia. Twierdzi, że niepełnosprawność jest jedynie barierą fizyczną, a duch i wola walki pozwalają przezwyciężyć nasze ułomności i słabości.

