informacje o cookies!

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.

Na stronie znajdziesz najświeższe aktualności dotyczące Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Bogdan Król z Ornety – paraolimpijczyk i łowca mistrzów

- Łatwiej pomóc komuś, niż sobie – mówi wielokrotny Mistrz Europy na 100 kilometrów w lekkoatletyce. Od lat motywuje osoby z problemami w poruszaniu się by zajęły się sportem. Wielu z nich ma tytuły mistrzowskie i setki medali przywiezionych z czterech kontynentów. Mówi do nich „walcz”, choć dzisiaj sam się powoli poddaje. Trapiony bólem spowodowanym odleżynami i raną po nieprzyjętym przeszczepie skóry.

Łowca Mistrzów

Kasie Zubowicz odwiedził w szpitalu, kiedy leżała po wypadku samochodowym z wyrokiem życia na wózku. Zobaczył jak przesiada się z łóżka na wózek i wiedział, że ma duszę sportowca i może wiele dokonać. Monika Pudlis na rynku sprzedawała pietruszkę. Bardzo długo ją nakłaniał by spróbowała swych sił w barwach IKS Smok Orneta. Wzbraniała się, ale w końcu wypożyczyła wózek i spróbowała. Swego czasu w IKS Smok Orneta było 25 utytułowanych zawodników.

IKS Smok Orneta

Cześć zawodników, tych miejscowych, Król wyciągnął z domu. Część to jego koledzy z różnych spotkań sportowych. Kiedy wspólnie z Andrzejem Janulewiczem zakładali klub, oferowali ciężką pracę w zamian za smak zwycięstwa, zgrupowania i handbike. Orneta to małe miasto, ale za to z dużym potencjałem sportowym. Wygrywali z dużymi miastami mistrzostwa krajowe. Zawodnicy Smoka przywozili po 40 medali rocznie. To stąd wywodzą się Mistrzowie: Witek Misztela, Zbyszek Baran i Kamil Nadrowski. 

Powstanie Bogdana Króla 

Król miał 24 lata, kiedy miał wypadek samochodowy. Przed nim pracował w górnictwie. Poza tym uprawiał siatkówkę, biegi przełajowe.

- Po pół roku pobytu w szpitalu lekarz powiedział, że będę jeździł na wózku. Ja mu mówię, że będę chodzić. To dali mi głupiego jasia na uspokojenie – wspomina Bogdan Król. - Diagnoza: uraz kręgosłupa i niedowład obu kończyn.  A kilka dni później zawinąłem nogi bandażem i wyszedłem z sali oparty na kulach. Lekarz zdziwiony krzyknął wtedy do pielęgniarek, żeby mnie łapały. Potem trafiłem do Sztumu. Rehabilitantki mi pomogły. Aparaty miałem zrobione. Wyglądałem jak rycerz spod Grunwaldu, taki byłem zabudowany. Ale wstałem.    

Żona z przeznaczenia

Po wypadku zdobywał nowy zawód w Konstancinie. Przyjeżdżały tam wolontariuszki z Warszawy do pomocy.

- Wtedy jeździłem dużym fiatem do szkoły. Zatrzymałem się przy cukierni i rozpoznałem w grupie dziewczyn Zosię.  Zaproponowałem dziewczętom odwiezienie do domu. Wtedy powiedziałem Zosi, że będzie moją żoną. Śmiała się, ale żoną jest do dziś. Takie przeznaczenie. Gdybym był zdrowy, sprawny, na pewno bym jej nie spotkał.   

Droga do zwycięstw

- Pochodzę z Środy Śląskiej. Po wypadku zamieszkałem w Pieniężnie, a jak podjąłem pracę w Spółdzielni Inwalidów w Ornecie to się tu przeprowadziłem – opowiada Król. - Chłopaki z pracy wciągnęli mnie w tenis stołowy. Na zgrupowaniu widziałem, że chłopaki z Elbląga mają wózek wyczynowy. Ale ciągle się psuł. A ja chciałem startować w pięcioboju: wyścigi, pchnięcie kulą, rzut oszczepem i dyskiem. I jak w połowie lat 80-tych zdobyłem Mistrzostwo Polski to trafiłem w bardziej profesjonalne ręce trenerów. Ale nie miałem wózka.  

Wózek samoróbka

Pierwszy wózek sportowy zrobił kolega z Pieniężna przy współpracy inżyniera, który zajmował się modelami latającymi. Ważył 7,20 kg, kiedy normalnie ważyły 15 kg. Robili go w garażu. Bez żadnych pomiarów. Używali palnika i młotka. Samoróbka nie była ładna, ale była lekka i szybka. Król zaczął wtedy poważnie trenować.  Z silną grupą z Elbląga zdobył 7 medali, 5 indywidualnych i 2 za sztafetę. Król wygrywał wszystkie biegi uliczne. Startował w maratonie w Niemczech i wygrał. W Holandii zdobył pierwsze miejsce w biegu na 100 km.   

Rozgłos i pierwszy sponsor

Po zwycięstwach zagranicznych prasa się rozpisywała o Królu i jego wyjątkowym wózku. Producent wózków był zniesmaczony, że zawodników na profesjonalnym sprzęcie prześciga wózek „samoróbka”. Niemiecka fabryka udostępniła wtedy drużynie z Polski 7 wózków. Ale Królowi nie odpowiadał ten niemiecki i jeździł dalej na swoim. Trenował i marzył o wyjeździe na maraton nowojorski.  Wtedy zadzwonił do niego przedstawiciel reklamy i marketingu z Browaru Elbląskiego. W zamian za napis EB na koszulce, otrzymał stypendium wyjazdowe do Stanów i ubiór sportowy.    

Świat u stóp czyli reklama kołem się toczy

W Bostonie Król zajął 4 miejsce drużynowo. Wszyscy jeździli tam na wypasionym sprzęcie.

-  Do Stanów jechałem z myślą, że kupię tam profesjonalnym wózek. W Kalifornii zrobili mi pomiary i po dwóch tygodniach odebrałem sprzęt.  Technicznie nowy wózek był o niebo lepszy od mojego. – ocenia Bogdan Król. – Trenowałem w USA całą wiosnę i pojechałem na zawody do Los Angeles, potem  Boston – Paryż – Londyn. W Londynie zająłem drugie miejsce. Tam była duża konkurencja. Z Londynu wróciłem do Polski i z marszu wystartowałem w maratonie Toruńskim, wygrywając go z dużą przewagą nad innymi zawodnikami.

Król z wieloma sukcesami rangi międzynarodowej pozyskał wówczas nowych sponsorów:  Mercedes Benz, Elite Cafe i Fit Line, Lotos.

Olimpiada sportowa i inne honory

- Reprezentowałem Start Elbląg, ale byłem niezależny finansowo. Jechałem na Alaskę do Korei, Japonii. W między czasie byłem radnym, mężem i ojcem – mówi sportowiec.

W 1996 r. udział w Igrzyskach paraolimpijskich w Atlancie zagwarantował mu dalsze sukcesy. Stał się honorowym obywatelem Środy Śląskiej i Ornety. Zdobywał statuetki Sportowca Roku kilka lat z rzędu. Przyciągał nowych zawodników do klubu. Stał się marką.

Porażki

Były też porażki.

- Na Mistrzostwach Świata w Szwajcarii (177km) w parakolarstwie, ktoś zahaczył o mój wózek. Musiałem stanąć i wyłamać sobie połamaną część, która ocierała o koło. I przegrałem o te minuty postoju – wspomina Król.  - Zdobyłem 4 miejsce. Przegrałem o milimetry (pół gumy). Wynik rozstrzygnęły wtedy stopklatki na fotofiniszu.

Aktualnie za największą porażkę uważa fakt, że od 4 lat nie może ćwiczyć i startować w zawodach.

– Wiek nigdy nie był dla mnie przeszkodą. Miałem 55 lat i wygrywałem z młodymi. To kwestia treningu i chciejstwa. A teraz czuję się uwięziony przez chorobę.

Galeria zdjęć

Data publikacji: 2022-08-24
Autor: Oddział Warmińsko-Mazurski

Inne aktualności z tej kategorii